Nazwa zespołu (kolekcji): Prywatna historia rodziny Adamkiewiczów
Liczba obiektów w kolekcji: 59
Właściciel: Osoby prywatne

Kilkadziesiąt fotografii publikowanych w tej kolekcji układa się w ciekawą opowieść dokumentującą życie kilku pokoleń poznańskiej rodziny Adamkiewiczów żyjącej w czasach, gdy wielka historia kilkukrotnie brutalnie wpływała na jej losy. Ta historia i historie wielu innych poznańskich rodzin, czy też uprawiana z powodzeniem przez profesjonalnych historyków mikrohistoria, stanowią klucz do zrozumienia procesu dziejowego w jego możliwie najszerszym wymiarze. Narratorem i przewodnikiem w wirtualnej podróży śladami rodziny Adamkiewiczów jest potomek Stanisława i Józefa – Andrzej:

Mój dziadek Stanisław Adamkiewicz pochodził spod Pleszewa, skąd wyjechał „za chlebem” w czasach pruskich. Osiedlił się w Westfalii, w okolicach Hüls-Löntrop, gdzie przez wiele lat pracował w kopalni Auguste-Victoria. Tam urodziła się piątka jego dzieci, a wśród nich mój ojciec. Po zakończeniu I wojny światowej cała rodzina wróciła do odrodzonej ojczyzny i zamieszkała w wielkopolskim Pleszewie. Kilka lat później najstarszego syna Jana powołano do wojska. Służył w 31. Eskadrze 3. Pułku Lotniczego na poznańskiej Ławicy, najpierw jako kierowca, a później, już jako zawodowy żołnierz, pełnił również funkcję mechanika. W czasie II wojny światowej został internowany na Węgrzech, skąd uciekł przez Jugosławię, Grecję i Francję do Anglii. Tam pełnił służbę jako mechanik w 316. „Warszawskim” Dywizjonie Lotniczym. Do kraju nie wrócił. Z „poznańskiego” okresu jego służby zachowało się tylko jedno jego zdjęcie, które uzupełniłem dwoma dokumentami z czasów angielskich.

Drugi z kolei syn dziadków Józef to mój ojciec. Krótko uczył się zawodu w rodzinnym Pleszewie, a potem opuścił gospodarstwo i pojechał do Poznania. Podjął pracę jako kierowca w firmie „K. Przybyła” przy ul. Święty Marcin 24. Z tego okresu pochodzą zdjęcia jubileuszowe, na których widać także szefostwo firmy, jak na solidną firmę wędliniarską przystało – o budzących respekt posturach. Każdy pracownik otrzymał taką fotografię w formacie A4 z osobistą dedykacją właściciela. Kontakty szefostwa z pracownikami cechowała uprzejmość i kultura, czego dowodem jest kserokopia świadectwa pracy. Ojciec opuścił firmę „K. Przybyła” tylko dlatego, że udało mu się znaleźć pracę w Izbie Skarbowej, pewną i dobrze płatną. Po wybuchu II wojny światowej ojciec został powołany do wojska. Był żołnierzem Września, jeńcem wojennym, a po powrocie do Poznania został skierowany do pracy w DWM (Deutsche Waffen und Munitionsfabriken, tak nazywały się wówczas Zakłady im. H. Cegielskiego). Z tego czasu pochodzi przepustka wydrukowana na płótnie. Ocalało też jedno zdjęcie mojego ojca ze stalagu (trochę to dziwnie wygląda, ale jeńcy, którym rodzina dostarczyła cywilną odzież, mogli jej używać). Na fotografii z Operą w tle zrobionej przez ulicznego fotografa w latach 60. widać ojca i moich dwóch braci: Stanisława i nieżyjącego już Jana Krzysztofa. Plac Mickiewicza jest pusty, bez pomników i prawie bez zieleni, jedynie z jakąś planszą (mapa województwa, a może plan miasta?).

Moja mama Irena Adamkiewicz z domu Rurek była rodowitą poznanianką, córką wziętego stolarza z ul. Zagórze 4. Na zdjęciach przedwojennych widać młodą kobietę beztrosko spacerującą ulicami Poznania. Niestety, wkrótce nadeszła wojna i mama ze swoją siostrą Anną zaangażowały się w działalność konspiracyjną w TON (Tajna Organizacja Narodowa), która później weszła w skład AK. Jej dowódcą był ppor. Witold Walter (jego zdjęcie też znajduje się w tym zbiorze). W 1943 roku, kiedy miałem 9 miesięcy, nastąpiły masowe aresztowania wśród członków organizacji i mama z siostrą znalazły się najpierw w Forcie VII , potem w obozie we Wrocławiu, a ostatecznie w Auschwitz, gdzie przebywały do końca wojny. Ciotka Anna już stamtąd nie wyszła, zginął również ich dowódca. Zachowały się niektóre dokumenty z tego czasu: przedwojenny dowód osobisty mamy z okupacyjnym poświadczeniem i legitymacja klubu sportowego „Unia”. Mama, wyniszczona w obozie, zmarła młodo (miała 46 lat) i z okresu powojennego, kiedy aparat fotograficzny był kosztowną fanaberią, mam tylko nieliczne jej zdjęcia robione u fotografa. Zachowało się jedno zdjęcie z jej rodzicami, dziadkami Rurkami oraz siostrami (moja mama to ta z „generalskimi” pagonami na sukience) zrobione w 1947 roku. Miałem na nim być również ja (jest nawet wolne miejsce), ale ta wielka skrzynia i nakryty czarnym płótnem fotograf tak mnie wystraszyli, że zaryczany nie nadawałem się już do uwiecznienia.

W PRL zdjęcia robiłem już sam. Ówczesna propaganda cierpiała nie tylko na gigantomanię, jak np. reklama wystawy filatelistycznej przed Targami (z Kopernikiem), ale również na bezmyślność, której dowodzi treść hasła ogłaszającego, że „wydajną pracą witamy V Zjazd PZPR”, umieszczonego w witrynie popularnego sklepu monopolowego przy ul. Czerwonej Armii (dzisiaj Święty Marcinie). Niektóre zdjęcia pokazują miejsca, których na szczęście już nie ma, jak choćby slumsy przy ul. Findera (Dmowskiego). W Parku Kasprzaka (Wilsona) widać Palmiarnię jeszcze przed przebudową. Rozbierana właśnie fabryka szpilek (czy może pinesek?) na Wildzie stała w miejscu, gdzie teraz biegnie ul. Hetmańska. Inne ilustrują budowę nowych osiedli i Areny. Na Chociszewskiego stoi samotny Star, a na Wyspiańskiego dwa Trabanty i Syrenę, taki był ruch na ulicach. W ramach rekreacji latem chodziliśmy do ZOO (oczywiście starego, bo jedynego), by zobaczyć słynną słonicę Kingę, lub na pływalnię do Parku Kasprowicza, zimą zaś jechaliśmy na „Bogdankę”, jedyne w mieście sztuczne lodowisko. Z wydarzeń artystycznych odnotowałem udekorowanie Biblioteki Raczyńskich ogromnym malowidłem, ale to już koniec PRL. Nasz synek na tym zdjęciu jest już duży i przyjdzie mu żyć w zupełnie innej rzeczywistości.

Spisując tę historię, miałem dwojaki zamiar: ocalić od zapomnienia moich bliskich i dostarczyć CYRYLOWI trochę  interesujących materiałów. Mam nadzieję, że to się udało.

 

Andrzej Adamkiewicz