Liczba obiektów w kolekcji: 53
Właściciel: Stanisław Wiktor

W 2014 roku budynek najważniejszego poznańskiego dworca będzie miał 140 lat. Jeżeli dotrwa. Pod koniec października 2013 roku kolejarze postanowili go zamknąć, a jego dalsze losy nie są znane. Jego budowę rozpoczęto w 1874 roku, a ukończono pięć lat później. Na początku oblicowano go czerwoną cegłą, okna zakończono łukami, a wejście główne poprzedzono arkadową loggią. Z zewnątrz był podobny do Dworca Poczdamskiego w Berlinie. Pierwsi podróżni korzystali z dwóch peronów po obu stronach budynku dworca, potem dobudowano kolejne, do których w latach 1900-04 poprowadzono tunele pod torami. Były dwa i nie łączyły się z sobą.
Wielka, prestiżowa Powszechna Wystawa Krajowa odbywająca się w Poznaniu w 1929 roku zmieniała oblicze całego miast i oczywiście dworzec, który trzeba było przystosować do niespotykanej wcześniej liczby podróżnych. Połączono wtedy oba tunele w podziemiach budynku i zbudowano szerokie schody doń prowadzące.
W czasie II wojny światowej dworzec został zbombardowany. Jego odbudowa w latach 1946-49 całkowicie zmieniła jego elewację frontową. Okna zmieniono na prostokątne i je powiększono, a w miejscu loggi zamontowano daszek. Kolejna przebudowa nastąpiła w latach 60. XX wieku i objęła wnętrze dworca. Zainstalowano wtedy podwieszany sufit z wmontowanymi jarzeniówkami, hol i tunel wyłożono płytami marmurowymi, a przede wszystkim wyburzono część pomieszczeń, dzięki czemu uzyskano przestronne wnętrze holu. W następnej dekadzie zamurowano okna od frontu, a całą elewację budynku obłożono płytami granitowymi, na przemian poziomymi pasami płyt jasnych i ciemnych. Taki dworzec widać na fotografiach z lat 70. XX wieku wykonanych przez Stanisława Wiktora i taki pamięta duża część poznaniaków. W 1992 roku płyty zaczęły odpadać, więc je zdemontowano i budynek otynkowano na szaro.
Wielu mieszkańców miasta w ogóle nie wyobraża sobie Poznania bez Dworca Głównego. Sentyment do niego czują zapewne wszyscy, a szczególnie bezdomni, dla których był domem, i studenci, którzy w latach 80. XX wieku myli tu wagony. Sentyment tych ostatnich wynika z pobudek czysto finansowych. Co prawda z roboczej odzież trudno było usunąć wszechobecny zapach lizolu, ale zarabiali wtedy więcej niż niejeden inżynier na etacie, a pracowali tylko po kilkanaście dni w miesiącu. I to nie dlatego, że nie chcieli, ale dlatego, że chętnych do tej pracy było więcej niż wagonów.
Uwaga, uwaga! CYRYL wjeżdża na stację Poznań Główny.

Zobacz lokalizację kolekcji na mapie