Liczba obiektów w kolekcji: 813
Właściciel: Malta Festival

Na początku lat 90. w Poznaniu zaczęły dziać się dziwne rzeczy. W ostatnich dniach czerwca na ulicach pojawiały się tysiące młodych ludzi z plecakami, karimatami, ubranych raczej trekkingowo niż miejsko. Było ich na tyle dużo, że trudno im było wtopić się w zwyczajny uliczny ruch, dlatego ich nagłe pojawienie budziło zdziwienie wielu poznaniaków. Trochę jakby wylądowali kosmici.

 

Tak rodził się jeden z najważniejszych festiwali teatrów plenerowych w tej części Europy – Międzynarodowy Festiwal Teatralny Malta. Rósł i piękniał w błyskawicznym tempie. W 1991 roku wystąpiło na nim siedem zespołów, a już kilka lat później było ich kilkadziesiąt. Na początku publiczność festiwalowa nie miała większego problemu z wyborem spektakli – było ich zaledwie kilka i odbywały się głównie nad jeziorem Malta. Ale liczba przedstawień systematycznie rosła i w połowie lat 90. prezentowano ich setki! Plenerowi teatromani, nawet nie śpiąc i nie jedząc, nie byli w stanie obejrzeć wszystkiego. Na Maltę kursowały specjalne autobusy, spektakle odbywały się na Starym Rynku, miejskich placach i parkach, nad Wartą, pod mostami, na ulicach, w starej rzeźni i w Zoo. Za aktorami podążały rosnące, wkrótce liczone w tysiącach i dziesiątkach tysięcy tłumy. Na maltańskie autobusy karnie czekały małolaty, które zjeżdżały z całej Polski (nie wiadomo, gdzie to całe towarzystwo spało, bo przecież nie w hotelach!) i posiwiali profesorowie uniwersyteccy z żonami i wnukami. A na jeziorze pływał Titanic, na mecie toru regatowego płonął poznański ratusz i wielkie stopy miażdżyły egipskie piramidy. Po mieście biegali nadzy ludzie z trumną, a w fontannie na pl. Wolności kąpali się wczasowicze o międzywojennym rodowodzie. Malta zaanektowała Poznań razem z jego mieszkańcami i infrastrukturą. I na wiele lat zmieniła je w miejsce z pogranicza jawy i snu, rzeczywistości i fikcji. O dziwo, tysiącom porządnych, statecznych poznaniaków bardzo się to podobało. Choć nie wszystkim, niektórzy byli święcie oburzeni. Ale o to w tym całym twórczym fermencie też chodziło.

 

Mijały lata, pojawiły się głosy mówiące o kryzysie teatru plenerowego, Michał Merczyński, dyrektor festiwalu, uznał, że formuła imprezy się wyczerpała. Festiwal się zmienił, nieco zinstytucjonalizował, coraz mniej spektakli odbywa się w miejskiej przestrzeni, nie ma już tej cudownej atmosfery biegania po mieście w poszukiwaniu zdarzeń niesamowitych, zaskakujących, zdumiewających. Ale ferment trwa, inaczej, ale trwa pod postacią Idiomów, haseł, które corocznie przyświecają idei kolejnego festiwalu.

 

Cyryl umożliwia fanom festiwalu powrót do pierwszego, najwspanialszego okresu w prawie 30-letnich dziejach poznańskiej imprezy, publikując katalogi z pierwszych dziewiętnastu lat jej istnienia. A w nich opisy i zdjęcia ze wszystkich odbywających się wtedy w Poznaniu spektakli, które każdego roku zmieniały miasto w mały Avignon, gdzie podobny festiwal, ale na znacznie większą skalę, odbywa się już od 1947 roku.

 

Danuta Bartkowiak

Zobacz lokalizację kolekcji na mapie