Partner strategiczny
Nasze zbiory liczą już: 45593 obiektów(y)

Stanisław Wiktor | 1927–2014

30 września 2014 roku zmarł Stanisław Wiktor, od którego wszystko w CYRYLU się zaczęło. Stanisław Wiktor.

 

Po raz pierwszy spotkaliśmy się w 2005 roku, kiedy przygotowywałam album o Poznaniu w latach 70. XX wieku Dzwony, bony, betony. Miał się wkrótce ukazać nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania, w którym pracuję od prawie 20 lat. Przeglądając fotografie z tej dekady przechowywane w archiwum „Kroniki Miasta Poznania”, trafiłam na kilka interesujących zdjęć Stanisława Wiktora. Zadzwoniłam do niego z prośbą o możliwość wykorzystania ich w albumie. Zgodził się i zaproponował kolejne. Umówiliśmy się w redakcji. Pamiętam Go, kiedy wszedł – wysoki, przystojny, elegancki, jasna marynarka i starannie przystrzyżony biały „jeż” – nie wyglądał na swoje już wtedy prawie 80 lat. Przyniósł sporo negatywów, z których wspólnie wybraliśmy najciekawsze. Wszystkie znalazły się w albumie. Potem spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, niekiedy przychodził niespodziewanie, bo akurat był w pobliżu. Rozmawialiśmy o fotografii, o Poznaniu, o sporcie (w młodości uprawiał gimnastykę sportową), o wędrówkach po górach i podróżach, które były jedną z jego wielkich pasji…

 

Któregoś dnia zadzwonił i zapytał, czy może przyjść. Było to krótko po katastrofie smoleńskiej, która bardzo Nim wstrząsnęła. Opowiadał, że zdał sobie wtedy sprawę, jak kruche jest ludzkie życie, jak gwałtownie i niespodziewanie może się zakończyć. Mówił, że może po raz pierwszy z taką intensywnością poczuł ciężar swojego wieku. Przyniósł dużą, czarną walizkę ze skaju, a w niej kilkanaście tysięcy negatywów z lat 70. i 80. XX wieku posegregowanych tematycznie, starannie opakowanych w przycięte skrawki gazet i szczegółowo opisane: co, gdzie, kiedy… Poprosił, żebym się nimi zajęła. Zapytałam, czy nie zechciałby tego fenomenalnego zbioru fotograficznych dokumentów oddać w bardziej profesjonalne miejsce, chociażby do Archiwum Państwowego w Poznaniu. Nie chciał, chciał zostawić go u mnie. Nie ukrywam, że bardzo byłam wzruszona. Obdarzył mnie wielkim zaufaniem, wierzył, że nie pozwolę tej kolekcji zniszczyć, podzielić, zapomnieć… Wiedziałam, że nie mam warunków, żeby te negatywy przechowywać, że Wydawnictwo Miejskie Posnania nie jest instytucją archiwalną. Wiedziałam to wszystko, ale nie mogłam odmówić.

 

Krótko potem okazało się, że Stanisław Wiktor wiedział, co robi, wiedziony jakąś fantastyczną intuicją, albo po prostu darem jasnowidzenia. W 2012 roku w Wydawnictwie rozpoczęła się, dzięki dotacji Ministerstwa Kultury i Sztuki w ramach programu KULTURA +, realizacja projektu CYRYL, wirtualnego muzeum historii Poznania. Pierwszą kolekcją, jaką zaczęliśmy digitalizować, czyli przenosić z postaci analogowej na cyfrową, a potem udostępniać na portalu, były zdjęcia Stanisława Wiktora. Do dzisiaj opublikowaliśmy kilka tysięcy Jego fotografii z lat 70. XX wieku, pracujemy nad kolejnymi. Cieszą się wielką popularnością. Negatywy odpowiednio zabezpieczamy – najpierw pakujemy w specjalistyczne koszulki do negatywów, a potem archiwizujemy w profesjonalnych segregatorach. Cyfrowe kopie przechowujemy na serwerach wydawniczych i w bazie Narodowego Archiwum Cyfrowego.

 

Kiedy wrzucam w Google hasło: Stanisław Wiktor, pojawia się kilkanaście informacji o nim, zawsze w kontekście CYRYLA, i mnóstwo jego zdjęć.

 

Ostatni raz zadzwoniłam do Niego kilka dni przed śmiercią. Chciałam Mu powiedzieć, że przygotowujemy kalendarz z jego zdjęciami na rok 2015. Pomyślałam, że się ucieszy. Odebrała żona i poprosiła, żebym zadzwoniła za godzinę, bo właśnie się położył. Postanowiłam Go już tego dnia nie niepokoić. A potem dowiedziałam się, że już nie porozmawiamy…

 

Panie Stanisławie, proszę się nie martwić o te tysiące negatywów, dzieło Pana życia. Nie zawiodę Pana, zadbam o nie, zadbamy wszyscy w CYRYLU. Bo dzięki nim będzie Pan z nami zawsze. A kiedy już nas nie będzie, przekażemy je tam, gdzie będzie im najlepiej.

Danuta Bartkowiak

 

* * *

 

Niżej zamieściliśmy jeszcze bardzo osobisty i wzruszający tekst. To słowa, którymi swego Tatę żegnał syn Tomasz. Przysłał to pożegnanie do CYRYLA na naszą prośbę, bo uznaliśmy, że najlepiej ukazuje sylwetkę Stanisław Wiktora, jego pasje, dokonania, miłości, charakter… Być może bliższe poznanie tego ciepłego i skromnego człowieka pozwoli wielu z nas lepiej zrozumieć jego fotografie:

 

Stanisław Wiktor urodził się 13 listopada 1927 roku w Stryju, powiatowym mieście na południe od Lwowa, jako najmłodszy z pięciorga rodzeństwa. Według rodzinnej legendy naszej babci nie podobała się trzynastka w dacie urodzenia swego syna, więc uzgodniła z księdzem datę urodzenia Taty na 14 listopada i tak zostało zapisane w dokumentach. Bardzo młodo, bo w wieku trzech lat Stanisław stracił ojca, który był inżynierem miasta Stryja. Kiedy wybuchła II wojna światowa, 12-letni Staś odprowadził swojego najstarszego brata Tadeusza, świeżo upieczonego kawalerzystę, do punktu mobilizacyjnego. Wielka Historia mieszająca ludzkie losy sprawiła, że bracia zobaczyli się ponownie po 28 latach. Dopiero kilka lat temu Tata zaczął opowiadać nam o tragicznych doświadczeniach okupacji, zarówno niemieckiej, jak i tej najgorszej, sowieckiej. Mówił, jak wraz z pozostałym rodzeństwem radzili sobie podczas panującego głodu, jak trzymana w ukryciu koza, zjadając rodzinną bibliotekę, ratowała ich przed głodem. Mówił, jaką radością była przysłana na Święta Bożego Narodzenia paczka z ziemniakami Opowiadał o nocach pełnych strachu i nasłuchiwania, czy przejeżdżający gruzawik – ciężarówka NKWD nie zatrzyma się pod ich domem i nie zostaną wywiezieni na Sybir. Opowiadał też o strasznych przeżyciach kilkunastoletniego chłopca przymusowo wcielonego do sowieckich batalionów bezpieczeństwa.

 

Całej stryjskiej rodzinie dzięki sprytowi i zapobiegliwości samotnej mamy udało się przeżyć wojnę. W czerwcu 1945 roku władze sowieckie zabrały rodzinny dom i, wsadzając po dwie rodzinny wraz z dobytkiem do wagonów towarowych, wysłały w kilkutygodniową podróż na tzw. ziemie odzyskane. Tata opowiadał, jak pociąg zatrzymał się w szczerym polu przed Zabrzem na Śląsku i powiedziano im, że tu mają wysiąść i zacząć nowe życie. Tak wyglądała tzw. repatriacja.

 

Po krótkim pobycie w Zabrzu Tatuś, bo tak się do niego zwracaliśmy, trafił do Krakowa, gdzie praktykował w sklepie chemicznym, zdobywając zawód drogisty (połączenie technika chemicznego i aptekarskiego). W Krakowie rozpoczął przygodę ze sportem, uprawiając gimnastykę przyrządową w Towarzystwie Gimnastycznym Sokół.

 

W 1948 roku 21-letni Stanisław znalazł się w Poznaniu. Pracował w Spółdzielni „Ziołolek”, jednocześnie trenując gimnastykę w Warcie Poznań. Za sprawą swojego trenera rozpoczął pracę w Zakładach im. Hipolita Cegielskiego. Po zakończeniu kariery zawodniczej został na długie lata trenerem i działaczem sekcji gimnastycznej Warty.

 

W 1950 roku na zgrupowaniu w Czerwińsku wysoki, przystojny sportowiec wpadł w oko pewnej bardzo zgrabnej, czarnowłosej gimnastyczce Stali Świętochłowice, przyszłej mistrzyni Polski w ćwiczeniach na równoważni. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że spędzą razem całe życie. Po pięciu latach, kiedy nasza Mama zdała maturę, stali się parą. Pobrali się rok później w grudniu 1955 roku.

 

Tatuś kontynuował pracę w HCP w lakierni na W-3, wkrótce jednak pasja fotografowania, poparta licznymi kursami i studiami zawodowymi, stała się Jego profesją. Historia klubu Warta Poznań, Zakładów Cegielskiego i miasta Poznania wypełniona jest jego zdjęciami. W 1958 roku przyszedł na świat Jacek, mój starszy brat, a ja rok później. Pamiętamy bardzo dobrze cele prawie wszystkich spacerów z Tatą: nieistniejące już korty Warty przy ul. Maratońskiej, położone obok boisko do hokeja na trawie, przystań kajakową i oczywiście stadion. Wspominamy nasze szczęśliwe dzieciństwo i rodzinne wycieczki rowerowe na plażę w Strzeszynku i Kiekrzu czy do Wielkopolskiego Parku Narodowego. To dzięki Tacie i Mamie co roku wędrowaliśmy po Tatrach, a na zimowych feriach uczyliśmy się jeździć na nartach. Wspominamy z bratem, że mogliśmy uprawiać dowolną dyscyplinę sportu, w dowolnym klubie, pod warunkiem, że była to gimnastyka sportowa w Warcie Poznań. W przeciwieństwie do brata, który odnosił gimnastyczne sukcesy, ja nie byłem utalentowanym gimnastykiem. Nie zrażony tym Tata zapisał mnie więc do sekcji pływackiej, a później do lekkoatletycznej. W tym czasie Tata pracował jako dziennikarz i fotoreporter w tygodniku zakładowym Cegielskiego „Nasza Trybuna”, był kierownikiem sekcji gimnastycznej Warty Poznań i międzynarodowym sędzią gimnastycznym. W 1969 roku szefował Komitetowi Organizacyjnemu i był sędzią głównym Mistrzostw Europy w Gimnastyce rozgrywanych w Warszawie.

 

Po ponad 20 latach pracy w HCP Poznań na początku lat 70. Tata podjął pracę jako fotoreporter w „Gazecie Poznańskiej”. Był naocznym świadkiem i dokumentował wiele wydarzeń lat 70. i początku lat 80. w życiu Wielkopolski i Poznania. Karierę zawodową zakończył na stanowisku kierownika redakcji Krajowej Agencji Wydawniczej.

 

Po przejściu na emeryturę, ciesząc się dobrym zdrowiem, wspaniałą kondycją i siłą fizyczną, którą imponował nam i wnukom, był ciągle zajęty. Tatuś miał złote ręce, chętnie pomagał nam przy remontach naszych mieszkań i domów, ale za każdym razem termin trzeba było uzgadniać dużo wcześniej, bo Jego kalendarz był wypełniony licznymi rajdami w grupie przyjaciół i podróżami.

 

Razem z Mamą dużo wędrowali po Europie, odbyli także trzy długie podróże po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Ulubionym celem ich wyjazdów były góry – nasze Tatry, a później Dolomity i Pireneje. Tata bardzo dużo fotografował i z podróży przywoził tysiące kolorowych slajdów, które wyświetlał podczas licznych prelekcji.

 

Na działce w Lusowie wspólnie z Dulą, jak nazywał naszą Mamę, stworzyli cudowną, zieloną, ukwieconą oazę rodzinną. Mieszkali tam od wiosny do późnej jesieni, ciągle zajęci upiększaniem tego miejsca. To tam rodzice gościli dzieci z wnukami, a Tatuś urządzał sławne w rodzinie grile pod jabłonią.

 

Tatuś był kochającym i czułym mężem. Razem z Mamusią przeżyli 59 lat. Nigdy nie słyszeliśmy jego podniesionego głosu. Dla nas był cierpliwy i wyrozumiały, a na dobrą drogę prowadził nas długimi rozmowami. Uczciwość, szczerość i szacunek dla innych to były Jego argumenty.

 

Żegnaj Kochany, Dobry i Czuły Mężu.

Żegnaj Wspaniały i Wesoły Tatusiu i Teściu.

Żegnaj Cudowny i Mądry Dziadku i Pradziadku.

 

Dula, Jacek, Elżbieta, Tomek, Kasia, Michał, Ewa, Agnieszka, Gabor, Zbyszek, Magda, Wojtek i Helenka

 
Logo Mykk
Logo FB
Copyright © 2013-2017 Wydawnictwo Miejskie Posnania